Witryna osobista Marcina z Pomorza.

Dlaczego wolę bez

Dzień dobry, moi Drodzy!

Pewnie czytam te słowa tylko ja, ale warto sobie czasem poćwiczyć pisanie do szuflady. Nawet jeśli jest to wirtualna szuflada, do której każdy może zajrzeć.

Dzisiaj chciałbym powiedzieć Wam o kilku powodach, dla których wolę ruszać w teren bez namiotu.

Zacznijmy jednak od tego, że namiot sam w sobie nie jest złym rozwiązaniem. Nie wyobrażam sobie na przykład jakiegoś festiwalu na świeżym powietrzu bez namiotu. Chyba, że ktoś ma campera 😉

Jak większość ludzi lubię mieć swój kawałek przestrzeni, w którym mogę się choćby symbolicznie odseparować od okolicznego tłumu. Choćby po to, żeby się przebrać, czy trzymać swój bałagan. Wiadomo, że cienkie płótno i kilka kijków nie jest żadną poważną, fizyczną przeszkodą, ale na pewno stanowią wyraźną granicę tego, gdzie zaczyna się i kończy czyjaś osobista przestrzeń. I na szczęście większość ludzi to szanuje.

Poza tym, jeśli jedziemy dokądś samochodem, to całkiem niezłą sprawą są popularne w ostatnich latach namioty „pięciosekundowe”, które rozkładają się samoczynnie i wymagają jedynie osobistego naciągnięcia linek.

Camping Sindibad, Zagora, Maroko, styczeń 2018 r.

Natomiast zasadniczym miejscem na namiot jest, jak sama nazwa wskazuje, pole namiotowe 😉

Rzadko bywam na polu namiotowym, właściwie tylko przy okazji sporadycznych imprez. Sypiając na dworze preferuję przede wszystkim las, w ostateczności zagajniki, w skrajnych przypadkach nawet remizy wśród pól. Albo nawet przyjazny ogród. Byle zadrzewienie było odpowiednie. I nie sypiam w parkach narodowych i innych tego typu obszarach chronionych (o tym później). Powody dla tego są tak właściwie trzy:

  1. W terenie lubię ciszę i spokój – na polu namiotowym nie ma tego wiele;
  2. Pola namiotowe rzadko są odpowiednio zadrzewione;
  3. Czasem ciężko rozplanować trasę tak, żeby trafić na pole namiotowe, więc z reguły nawet się tym nie trudzę.

Chcąc rozbić namiot poza wyznaczonym terenem pojawiają się nam dwa problemy. Po pierwsze, musimy wyszukać teren o akceptowalnym nachyleniu i bez nadmiaru przeszkód, które będą uniemożliwiały komfortowy sen. Gałęzie i szyszki można uprzątnąć, ale wystających korzeni bez uszkadzania drzewa się nie pozbędziemy.

Drugim problemem są kwestie prawne.

Prawo w Polsce, jakie jest, wszyscy wiemy. Ale akurat ustawa o lasach (nie tylko państwowych) jest dość czytelna, oraz na tyle jednoznaczna w pewnych kwestiach, że nie pozostawia wiele pola do wymyślania. Jednak jednym z niesprecyzowanych punktów jest punkt dziesiąty, ustęp pierwszy, artykułu trzydziestego tej ustawy (jeśli czegoś nie poknociłem).

„W lasach zabrania się:
biwakowania poza miejscami wyznaczonymi przez właściciela lasu lub nadleśniczego;”

Ja oczywiście chętnie bym biwakował na terenie wyznaczonym przez nadleśniczego, ale tak się składa, że na terenie trzech szczecińskich puszczy (Bukowa, Goleniowska, Wkrzańska) nie ma ani jednego ogólnodostępnego miejsca do biwakowania. Opieram się na danych z oficjalnego portalu dla leśnych turystów: http://www.czaswlas.pl

Zagwozdka polega na tym, że nigdzie nie ma podanej prawnej definicji biwakowania. Przynajmniej ja nie znalazłem. Zatem to na odpowiednim funkcjonariuszu spoczywa decyzja o tym, czy Twój obóz mieści się w ramach ustawowego zakazu, czy nie.

Policja bywa w środku lasu rzadko, więc to z leśniczym, lub strażnikiem leśnym będzie się odbywała rozmowa o mandacie.

Albo o sądzie, jeśli biwak ma miejsce na terenie chronionym 😉

Mandatu można oczywiście nie przyjąć i wtedy sprawa tak czy inaczej trafi do sądu, gdzie albo zostanie umorzona z powodu niskiej szkodliwości społecznej, albo pchnięta dalej, gdzie pewnie będzie zastosowana „ogólnospołeczna definicja”, bez zaglądania do słownika nawet.

Tymczasem słowo biwak pochodzi z francuskiego i tak konkretnie oznacza tymczasowy obóz pod gołym niebem. Więc teoretycznie namiot, albo już chociaż tarp się w definicji nie mieszczą 😉

Inną sprawą jest to, że rozstawiony namiot prawie zawsze złamie też inne punkty ustawy mówiące o uszkadzaniu roślin, ściółki, grzybów i rozkopywaniu gleby (śledzie).

Wszystko to są jednak czysto teoretyczne rozważania prawnego laika. Nigdy nie spotkałem się z żadnymi sankcjami prawnymi w związku z „aktywnością leśną”, ani też chyba nikogo osobiście nie znam, kogo by takie sankcje dopadły.

Po pierwsze chyba dlatego, że, jak wspominałem, policja rzadko bywa w środku lasu. Do tego lasy są ogromne, a leśnicy występują w ograniczonej liczbie. Strażników leśnych w ogóle jest tragicznie mało.

Po drugie – leśnicy to najczęściej całkiem w porządku ludzie. Jeżeli Ty też jesteś w porządku, to nie ma problemów, żeby się dogadać. Sądzę, że dopóki nie kopiemy w lesie ziemianek, nie palimy ognisk, nie ścinamy drzew, nie zostawiamy po sobie śmieci, to żaden leśnik nie będzie robił problemów.

Do tej pory tylko raz napotkał mnie leśnik in flagranti gdy kończyłem zwijać obóz. Co prawda nie miałem namiotu, tylko hamak i prawie wszystko było już spakowane, ale nie ulegało wątpliwości, że tam spałem. Natomiast nie było żadnych śmieci, drzewa nie były uszkodzone (bo pasy), gleba nie była rozkopana.

Uprzejmy pan przyszedł, podał rękę, przedstawił się, zamieniliśmy dwa zdania i poleciał za swoimi sprawami, robić jakieś pomiary w glebie.

Wracając jednak do namiotów, bo to w końcu o nich tekst – w razie czego namiot na pewno jest „gorętszy” niż hamak, czy sprytnie rozwieszony tarp 😉

Rozpisałem się o prawie, ale tak naprawdę nie jest to aspekt, który spędza mi z oczu sen. Znacznie ważniejsza jest dla mnie…

Strona praktyczna.

Jak już było napisane, do rozbicia namiotu potrzebne jest odpowiednie miejsce. Płaskie, bez korzeni i nadmiaru patyków/szyszek do uprzątnięcia. Nie może to być też teren podmokły, czy bagno. Również w zimę wypadałoby odgarnąć śnieg – chociaż na ten temat zdania są podzielone.

Namiotu nie rozbijemy nad strumieniem ani na zboczu góry. Tzn. można to zrobić, ale taka lokalizacja wpływa negatywnie na komfort snu.

Ja osobiście uwielbiam spać w hamaku. Nie wiem jak inni, ale w warunkach Polskich znacznie łatwiej i szybciej jestem w stanie znaleźć dobre miejsce na hamak z tarpem, niż na namiot.

Czy obudził się ktoś z Was rano w namiocie wystawionym na letnie słońce? Mi też się to zdarzyło i pobudka w saunie, to nie jest nic ciekawego. Pod tarpem/plandeką wentylacja jest taka, że temperatura pobudki jest prawie zawsze niższa, niż w namiocie. Oczywiście są już namioty z odblaskowych materiałów na tego typu okoliczności, ale srebrzysta powierzchnia mi osobiście nie pasuje do estetyki leśnej.



W zimę wentylacja również stanowi problem. Jeżeli nasz namiot jest z kiepskich materiałów i ma kiepską konstrukcję (jednowarstwowy), to kondensacja z oddechów i potu może wytworzyć wewnątrz basen. Pobudka na mokro w mroźnym lesie nie jest niczym przyjemnym.

Inną kwestią jest poczucie bezpieczeństwa – namiot chroni przed owadami, ale również chroni przed nim hamak z moskitierą, czy dobry repelent. Natomiast zdecydowanie bezpieczniej czuję się, przynajmniej ja, jeżeli mogę rozejrzeć się dookoła, poświecić latarką, bez konieczności rozpinania czegokolwiek. Namiot to dla mnie taki worek zaburzający widoczność.

Widoczność jest również istotnym elementem samego przebywanie w przyrodzie – bo chyba fajnie sobie na nią popatrzeć, również zasypiając, co nie? 😉

Jeszcze jednym aspektem jest waga i pakowność. Pomijając high-endowy sprzęt, na przykład dla alpinistów, prawie zawsze hamak z tarpem, czy wręcz sam tarp, będzie lżejszy i będzie zajmował mniej miejsca niż namiot.

W deszczowe dni, to już w ogóle zadaszenie wykonane z plandeki, lub dedykowany tarp, ma ogromną przewagę nad większością namiotów. Aby złożyć namiot, należy wszystko z niego wyciągnąć, a na dworze przecież pada. Tymczasem mając rozwieszony tarp, najpierw wygodnie sobie wszystko pakujemy do plecaka/rowerowych sakw (sakiew?) i tarp zostaje na sam koniec. Wiem też z doświadczenia, że łatwiej wysuszyć plandekę/tarp niż namiot.

Oczywiście są namioty wyprawowe wykonane tak, że stelaż podtrzymuje tropik, a wnętrze jest do niego dopinane, co ułatwia sprawę. Jednak te namioty są w mniejszości.

Już kończąc…

Oczywiście gusta są różne. Niektórzy nie wyobrażają sobie spania bez namiotu, albo wręcz spania poza polem namiotowym w obecności innych ludzi. Również, jak wspominałem, istnieją okoliczności, gdzie namiot jest najlepszym wyjściem (np. festiwale).

Również bardzo istotnym tematem, niepomijalnym wręcz, jest dostosowywanie sprzętu do przewidzianego zadania. Jadąc na Saharę, albo wybierając się na szczyt wysokiej góry, zabieranie hamaku nie ma większego sensu.

Trochę chaotycznie się rozpisałem i na pewno jakieś aspekty pominąłem. Jeśli masz coś do dodania, to śmiało pisz. Chętnie wymienię przemyślenia.

Jeśli kogoś ciekawi, to na moim kanale na YT jest film powiązany z tym tematem: https://youtu.be/tvMefQibFzI

Życzę Wam wszystkim miłego dnia i do zobaczenia już niedługo. Pozdrawiam!

Marcin z Pomorza

Next Post

Leave a Reply

© 2019 Martin of Pomerania

Theme by Anders Norén