Witryna osobista Marcina z Pomorza.

Rok 2006, pierwsza wyprawa, wspomnienie młodości

Witajcie, moi Drodzy!

Stare porzekadło mówi nam, że każda, nawet największa podróż, zaczyna się od pierwszego kroku.

Moim pierwszym krokiem w świat nie do końca standardowych podróży i różnie pojętej „działalności outdoorowej” był marsz dookoła jeziora Miedwie w lato 2006 r.

Film na ten temat jest do znalezienia na moim kanale na YT: https://youtu.be/cdJ7LmXTr_cd
Ale jeśli wolisz czytać, to zapraszam dalej. W filmie nie ma wszystkie tego, co jest tutaj. I odwrotnie.

Wybrałem się w tę kilkudziesięciogodzinną podróż w (tak naprawdę) nieznane razem z kolegą Tomaszem. Oboje ciekawi świata, w drugiej połowie nastolęctwa, o nikłym pojęciu nt. tego, do czego się zabieraliśmy.

Wykonaliśmy całość dość amatorsko, szczególnie w zakresie nawigacji. Jedyna mapa, którą mieliśmy, to plan miasta Stargardu (wtedy jeszcze Szczecińskiego) z małym aneksikiem pokazującym okolice w skali 1:200 000. Nie mieliśmy również kompasu(!).

Czas szybko ucieka i łatwo przyzwyczajamy się do cywilizacyjnych wygód. Dlatego warto przypomnieć, że wtedy nikt nie nosił w kieszeni potężnego mini-komputera będącego użytkowym kombajnem multimedialnym. Pierwszy iPhone wyszedł dopiero w roku następnym, a do urządzeń z Androidem było jeszcze dalej. Więc nie było mowy o nawigacji w telefonie.

Na szczęście Polska to naprawdę cywilizowany kraj i nawet mając taką małą mapkę bez kompasu, dało się zrealizować całe zamierzenie bez strat w ludziach. Przeszliśmy przynajmniej 10 km za dużo i upał trochę nas wysuszył, ale poza tym wspominam całość naprawdę dobrze.

Trudno po prawie trzynastu latach odtworzyć dokładny przebieg trasy. Trudno było też zaraz po całym marszu, bo czasem nie wiedzieliśmy gdzie dokładnie jesteśmy. Ale na potrzeby publikacji odtworzyłem z pamięci najlepiej jak potrafiłem całą trasę.

Szliśmy w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Wg moich szacunków, najpewniej przebyliśmy prawie dokładnie 70 km, w mniej więcej 36 godzin.

Tutaj natomiast przedstawiam trasę wytyczoną jak należy, przy pomocy webowej aplikacji na stronie https://www.gpsies.com. Ten wariant, wcale nie najkrótszy z możliwych, wynosi prawie dokładnie 60 km.

Warto nadmienić, że dzisiaj są już nieco inne warunki geograficzne. Pojawiła się przez te kilkanaście lat różnego rodzaju infrastruktura drogowa, czy ogromny przemysł, który mógłby pomóc w nawigacji, nawet przy braku mapy i kompasu.

Kolejną sprawą jest sprzęt – dzisiaj mam w posiadaniu różnego rodzaju szpej, dostosowany do różnych sytuacji, różnego terenu, różnych aktywności i różnych pór roku. Wtedy poszedłem z tym, co miałem. Zwykłe buty, zwykłe ciuchy. Jedyne, co bym zmienił, to lepsze skarpety, które nie zrobiłyby mi bąbla na 1/4 stopy.

Oraz KONIECZNIE zabrałbym kompas.

DO NOWICJUSZA: Jeśli jesteś osobą zastanawiającą się nad spacerem dłuższym, niż kilka godzin i trochę dalej niż po miejskim parku, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Większość potrzebnego sprzętu już masz w domu. O ile nie wyruszasz w jakichś ekstremalnych warunkach, jak zima stulecia, czy szkwał łamiący drzewa jak zapałki, to potrzebujesz niewiele więcej, oprócz tego, co już masz.

Wygodne buty, wygodna odzież, wygodny plecak. „Wygoda”, to słowo klucz przy dłuższych wyjściach.

Tylko o swoje bezpieczeństwo zadbaj trochę lepiej, niż zrobiliśmy to my. Polecam zabrać jakąś małą apteczkę, odpowiednią mapę, kompas i źródło światła. Świetnym pomysłem, jeśli masz zamiar iść po szosach, jest choćby pojedynczy odblask. Po pierwsze dlatego, że poza terenem zabudowanym posiadania odblasku wymaga od pieszych polskie prawo. Po drugie dla czystego sumienia swojego i mijanych kierowców.

(Pisząc ten wpis przyszło mi do głowy, że warto byłoby opowiedzieć, jaką filozofię przygotowań polecałbym nowicjuszom z mojej dzisiejszej perspektywy. Rzecz do zrobienia w niedługiej przyszłości.)

Ta tak naprawdę udana wyprawa nieco nas z Tomaszem rozkręciła. Zaliczyliśmy kilka ciekawych wycieczek, ucząc się przy okazji jak robić takie rzeczy, żeby było zwyczajnie łatwiej. I bezpieczniej. Niestety, różne okoliczności życiowe sprawiły, że na kilka lat zapomniałem o tym, jak to wspaniale jest pospać sobie w lesie, czy przejść 20 km w ciężkim plecakiem.

Ale mroczne czasy minęły i w roku 2014 wróciłem do tego wspaniałego hobby, którego mógłbym nazwać trekkingiem z elementami survivalu i bushcraftu. Nawet dość mocno się rozwinąłem. Bo nie ma lepszego sposobu na naukę, niż doświadczenie 😉

Jeśli masz jakieś pytania, czy sugestie – wal śmiało. Chętnie się ustosunkuję.

Tymczasem ponownie zapraszam na mój kanał w serwisie Youtube. Film powiązany z niniejszym wpisem można znaleźć tutaj:

https://youtu.be/cdJ7LmXTr_c

Pozdrawiam i życzę udanego dnia!

Marcin z Pomorza

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2019 Martin of Pomerania

Theme by Anders Norén